poniedziałek, 8 września 2014

Praca przez agencję zatrudnienia w UK? Poznaj moją historię :)

Hey!
Dzisiaj słów kilka na temat mojej osobistej sytuacji jak i wielkiej niewiadomej związanej z podjęciem zatrudnienia przez tak zwaną "agencję pracy".
Podczas mojego 10 letniego pobytu w UK w latach 1997-2007 nigdy nie pracowałam przez agencję. Zawsze szłam do miejsca które mnie interesuje, prosiłam o rozmowę z managerem, zostawiałam swoje CV i miałam nadzieję na odzew. Często ten odzew był prędzej niż się spodziewałam. Ale to było 7 lat temu..
Nie wiem , czy zmiany mają miejsce ze względu na czas który upłynął, czy ze względu na miejsce które wybrałam do życia teraz - czyli West Midlands.
Tutaj sprawa ma się zupełnie inaczej..
Praktycznie nie ma już możliwości osobistej rozmowy z osobą, która jest odpowiedzialna za zatrudnienie, wszystko odbywa się online, lub poprzez agencję właśnie. Większość firm odpowiada, że ich rekrutacją zajmuje się ta i ta agencja i to tam trzeba sprawdzać czy mają jakieś nowe miejsce pracy...
Tak też zdobyłam pracę w której obecnie jestem.
Opisując krok po kroku, przedstawię Wam cały proces rekrutacji.
Na stronie znalazłam ofertę pracy, która mnie interesuje. Po wypełnieniu przydługawego formularza, opisywania dlaczego chcę tam pracować, jakie mam do tego predyspozycje, dostałam maila o przyjęciu zgłoszenia i obietnicy telefonu, jeśli spełniam wymagane warunki. Warunki widocznie spełniałam, bo po dwóch dniach odezwał się do mnie przedstawiciel z agencji. Umówił się ze mną na spotkanie dwa dni później. Na spotkaniu oprócz mnie było jeszcze 5 lub 6 innych osób. Na początku usłyszałam słów kilka o firmie, o tym jak dobra jest, o tym, że jest w pierwszej trójce firm na West Midlands, która płaci najwyższe stawki swoim pracownikom. Wszystko cudnie i fajnie. Oczywiście cała ta rozmowa odbywa się w języku angielskim, choć sam przedstawiciel firmy jest Polakiem.
Następnie pojedynczo przechodzimy do biura obok, na tzw. one to one. Ma to na celu poznanie nas bliżej i myślę, że określenia w  jakim stopniu się komunikujemy po angielsku. Rozmowa poszła bardzo szybko i sprawnie, sam prowadzący ją był bardzo przyjacielski i miły. Od razu dowiedziałam się, że jestem jego "number one" i prosił, abym nie szukała innej pracy.
Po rozmowie przyszedł czas na testy pisemne. Zarówno z angielskiego jak i matematyczne. Do łatwych dla niektórych nie należały, ale miałam okazję im pomóc, więc pomogłam;) Były też pytania podchwytliwe sprawdzające nasz tok myślenia i rozwiązywania problemów. Na 40 pkt zdobyłam 40.
Na tym etapie odpadły 2 osoby. Po dwóch godzinach byłam wolna i mogłam iść do domu.
2 dni później kolejny etap- szkolenie BHP, które trwało 7 godzin i kolejne testy, tym razem dwa. To była już większa grupa, było nas około 20. Tutaj odeszły chyba 3 osoby jak dobrze pamiętam.
Skoro wszystko już zaliczone to można zaczynać pracę myślałam. I tu się myliłam...
Okazało się, że teraz managerka chce rozmawiać z osobami, które przeszły wszystkie testy i to od niej zależało będzie kto dostanie pracę..
Z naszej grupy, znowu kolejna osoba odpadła, czyli z początkowego stanu zostało się nas tylko 3.
Jak widzicie proces dość długi i nieco stresujący. Nie masz pojęcia czego się spodziewać na danym spotkaniu.
Sama uważam, że jeśli to managerka tak naprawdę ma wpływ na to kto zostanie zatrudniony, to rozmowa z nią powinna być na miejscu pierwszym, żeby zaoszczędzić ludziom stresu związanego z testami itp... Z drugiej strony, co jeśli ktoś jej będzie odpowiadał a sobie nie poradzi na testach - strata jej czasu i ta stronę tez trochę rozumiem.
Cały proces- od pierwszego telefonu, do pierwszego dnia w pracy - trwał dwa tygodnie.
Na stronie agencji napisane jest, że po 3 miesiącach możliwe jest zatrudnienie bezpośrednio przez firmę na kontrakt - czyli coś co zawsze było dla mnie normą..
Niestety wczoraj minęło już 4 miesiące od pojęcia przez moja osobę pracy a o kontraktach cisza. Mało tego, wiem, że na moim dziale są dwie osoby, które pracują przez agencję od zeszłego września- czyli dokładny rok.
Plusem "mojej" agencji jest to, że stawki mamy identyczne jak osoby zatrudnione bezpośrednio u pracodawcy. Moim pracodawcą w tej chwili jest agencja.... Liczba dni urlopu jest taka sama jak u osób na kontrakcie.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedna, zasadnicza różnica. Agencja MA PRAWO w każdej chwili podziękować mi za pracę.
I to jest ten stres.... Jestem, pracuję, wszyscy są ze mnie zadowoleni, ostatnio miałam nawet dodatkowe szkolenie, ale nie znam swojej przyszłości!!!!!
I nie martwiłabym się tym zbytnio, ale wiem, że firma ma w zwyczaju dziękować "agencyjnym" przed samymi świętami ;( Oczywiście nie wszystkim, bo większość ludzi tak właśnie zaczynało, tyle, że nie wiem, czy ja będę w tej grupie czy nie.
Tak więc moje pierwsze doświadczenia są jakie są. Tak naprawdę okaże się czy dobre czy złe wtedy, gdy zaoferują mi kontrakt lub mi podziękują.
A jakie są Wasze historie związane z pracą przez agencję, czy tak jak ja do tej pory nie miałyście z nimi styczności??
Pozdrawiam Was, Jolka.

9 komentarzy:

  1. O kurcze, ale przesiewkę robią, trzymam mocno kciuki, by Ci nie podziękowali i o kontrakt :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że jesteś teraz w tych rejonach, gdzie ja mieszkałam... Do Birmingham jeździliśmy na większe zakupy, bo mieli tam ogromny polski sklep. Szkoda, że teraz mnie nie ma - mogłybyśmy się spotkać... :(

    Z agencjami tak właśnie jest - to zwalnianie bez sensu. Mi tak właśnie swego czasu podziękowali - jednego dnia popołudniu zadzwonili, że następnego mam nie przychodzić... A byłam wtedy w ciąży, więc wyobraź sobie...
    Ale stare dzieje... ;)

    PS. Nie wiem jakim cudem, ale wywaliło mnie z obserwatorów Twojego bloga... Od dłuższego czasu mam wrażenie, że spoooro blogów mi się nie pojawia na liście czytelniczej. Przysięgłabym, że Twój tez obserwowałam, a dzisiaj weszłam i wielkie zdziwienie, bo mam kilka miesięcy zaległości... Ehh, ten blogger...

    OdpowiedzUsuń
  3. Toż to jakiś koszmar... ta cała rekrutacja... tak na święta zwolnić człowieka to niezły "prezent".
    Mi sie wydaje że agencja nie ma interesu człowieka zwolnić, że robi to firma dla której świadczy usługę; a agencja tylko przekazuje te wiadomość.
    40 na 40 punktów to zdolniacha jesteś!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Z zaciekawieniem przeczytałam Twoją historię. U mnie z kolei zupełnie inaczej wyglądał proces rekrutacji (mówię o pracy biurowej). Też ona odbywała się przez agencję pracy, ale trochę się różniła. Najpierw miałam rozmowę kwalifikacyjną z pracownikiem agencji, potem jak ją pomyślnie przeszłam umówiono mnie na rozmowę z moim "przyszłym" line managerem. Natomiast kolejny etap to była rozmowa z dyrektorką. Wszystkie spotkania były one-to-one. Kontrakt podpisałam bezpośrednio z pracodawcą.
    Pracę w agencji nieruchomości dostałam z kolei wchodząc bezpośrednio do biura i zostawiając swoje CV. Tak więc jeszcze to jest praktykowane, ale to był "prywaciarz".
    A potem i tak zrezygnowałam z tych prac na rzecz handlu ;)
    Trzymam kciuki za Twoje powodzenie w pracy i za stabilny kontrakt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w swojej obecnej pracy pracuję już 6 lat na tzw. kontrakcie więc jestem "bezpieczna" ale kiedy ja się przyjmowałam było nas około 120. Teraz zostało się tylko około 20 osób. Więc co z resztą. Firma jakiś rok temu stwierdziła że jest nas za dużo i że traci płacąc nam stawki dla kontraktowych więc ze wszystkich departamentów (AM i PM Shift) zwolniła około 300 osób a po 2 miesiącach przyjeła 200 tyle że już przez agencję. Ja jako "dobry i rzetelny" pracownik się "utrzymałam" ale nie ma lekko. Przyszły nowe osoby, które nie dość że nic nie wiedzą to i tej wiedzy nie chcą sobie przyswoić. Mają wszystko gdzieś i robią co chcą a co za tym idzie na mnie spadają niekiedy obowiązki z 4-5 osób. Ja sama niestety nie jestem w stanie wykonwać pracy, którą normalnie robi 5 osób:/ Więc ja się pytam. Jaka to jest rekrutacja.
    Powiem więcej. W naszej pracy jest mnóstwo Litwinów, Bułgarów itp... którzy nie znają się na liczbach w ogóle. Kiedy podchodzi Line Lider i mówi np. ile mają zważyć kurczaka musi im liczby pisać na rękawiczkach a i po ich napisaniu oni ważą jak chcą. Żeby tego było mało. Po pracy każdy musi się podpisać na liście o której skończył pracę i swoje imię i nazwisko( agencja nie ma kart do odbijania).
    W miejscu gdzie powinni napisać swoje imię i nazwisko wpisują: (uwaga) X o_0!!!
    I tak się właśnie zastanawiam. Skoro ktoś nie umie się nawet podpisać o liczbach nie wspominając jakim cudem dostał pracę?!
    Dla mnie firmy agencyjne które obecnie powstają to po prostu szopka. Robią z ludźmi co chcą i przyjmują kogo chcą bo za każdego nowo przyjętego pracownika dostają dodatkowe pieniądze.
    Dla mnie porażka. Tęsknie za dawnymi metodami rekrutacji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomyślałby człowiek, że w UK jest lepiej, a się okazuje, że i tak masz stres przed stratą pracy jak to się ma w PL :/ Współczuję !

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej co się teraz porobiło... :/
    Ja wróciłam do kraju 4 lata temu. W Glasgow mieszkałam 4 lata i są chwile kiedy tęsknię za tamtym miejscem/krajem... właśnie z uwagi na te poczucie bezpieczeństwa finansowego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy osobiście nie miałam doświadczenia z agencją, ale ostatnio nawet i w Polsce robią się coraz bardziej popularne. W moim mieście duże firmy, zwłaszcza z kapitałem zagranicznym coraz częściej korzystają z pośrednictwa agencji przy rekrutacji pracowników. Na pewno jest wiele plusów takie postępowania, ale niewątpliwie wydłuża to cały proces, co jest bardzo stresujące dla potencjalnych kandydatów.

    OdpowiedzUsuń